Nie daj się nabić w butelkę

Inwestycje alternatywne to w Polsce nadal nisza, która ma ogromny potencjał. Lecz firmy próbujące zagospodarować pozabankowe formy oszczędzania zbyt często próbują maksymalizować swój zysk, psując opinię o całym rynku tego typu usług. Z tego powodu chcemy przestrzec przed pochopnym rzucaniem się na głęboką wodę z powodu obietnic wysokich zysków.

Definicje alternatywnego inwestowania mogą być różne, najszerzej można określić to jako wszystkie formy inwestowania wykraczające poza lokaty bankowe, obligacje skarbowe i rynek akcji. Postaramy się tu wymienić podstawowe kategorie i wyrazić naszą opinię co do sensowności korzystania z tego typu możliwości pomnażania kapitału.

Największa „część tortu” to obligacje korporacyjne, zarówno te notowane na Catalyst, jak i te pozostające poza tym rynkiem obligacji. Dają one dość przewidywalne zyski w określonym czasie przy zachowaniu stosunkowo niewielkiego ryzyka (w przypadku obligacji zabezpieczonych majątkiem firm, a także obligacji komunalnych, bankowych). Jest to propozycja jak najbardziej warta rozważenia z punktu widzenia świadomego inwestora, jednak bardzo rozważnie należy do tego podchodzić, bowiem wiele spółek w latach 2013-2014 stało się niewypłacalnymi w zakresie obsługi zapadających obligacji. Więcej w zakładce Obligacje korporacyjne.

Najbardziej dochodowa, choć o być może nieco wyższym poziomie ryzyka, jest gałąź pożyczek inwestycyjnych i tzw. umów lokacyjnych, gdzie mamy do czynienia z zakupem na określony czas certyfikatów spółek branży finansowej. W tym przypadku również często z góry znamy wartość przewidywanego zysku, jednak w obecnym stanie prawnym jest to dość trudna forma inwestowania. Więcej w zakładce Jakie branże dają wysoki zysk?

W naszej finansowej Galerii Świadomego Inwestora nie ma ofert bezpośrednio odnoszących się do Giełdy Papierów Wartościowych. Wynika to z faktu cyklicznej zmienności tego rynku. Jeśli miałabym zainwestować na rynku akcji, to tylko długoterminowo przy wsparciu dobrego narzędzia doradczego, np. korzystając z usług Opiekuna Inwestora.

A teraz cała gama mniej lub bardziej zawile brzmiących ofert, których z czystym sumieniem nie moglibyśmy polecić. Cechą charakterystyczną jest to, że najczęściej nie ma w tego typu umowach procentowo z góry zdefiniowanego zysku, są za to jawne i ukryte prowizje oraz odpowiednio dobrane dane historyczne, które pokazują, jakie w przeszłości zyski można było otrzymać, korzystając z takiej oferty. Ważne jest przestrzeganie zasady „Nie inwestuj w coś, czego nie rozumiesz”.

Inwestycja w wino to hasło bardzo modne w ostatnim czasie. Polega na zakupie przez pośrednika markowych butelek wina, które potem przechowywane są w specjalnych winnicach i składach leżakowania butelek, czekając na wzrost ceny z upływem lat. Podstawowe problemy przy tego typu lokowaniu środków, to ryzyko walutowe (na ogół inwestuje się w funtach, więc wejście i wyjście z inwestycji to dodatkowy koszt dwukrotnego przewalutowania), dość wysoki próg wejścia (często powyżej 20 000 PLN). Ale najgorsze są prowizje od zakupu, często skrajnie wysokie (w zależności od kwoty przeznaczonej na zakup butelek mogą wynosić nawet kilkanaście procent). Do tego coroczne opłaty za zarządzanie i przechowywanie w winnicy. A oczekiwany zysk może się pojawić lub nie, w zależności od gatunku i rocznika wina, w które zainwestujemy. Można też spróbować i zainwestować w certyfikaty funduszu zamkniętego, jednak obecna stopa zwrotu jedynego w Polsce funduszu liczona od początku jego działalności uświadomiła nam, że ten biznes jest zbyt ryzykowny, a jedyne gwarancje mamy na potrącanie kosztów… Fundusz zakończył działalność, wyniki zamieciono pod dywan i nie widać rozkwitu kolejnych inicjatyw tego typu.

Lokaty strukturyzowane – pomysł z gatunku gwarantowanego zwrotu kapitału (choć i to nie zawsze w całości) z warunkowym możliwym zyskiem. Akcent należy postawić właśnie na słowo „warunkowy”. Bowiem tylko od tego, czy ów warunek zapisany w umowie zostanie spełniony (np. kurs dolara za 12 miesięcy będzie mieścił się w przedziale 3,3-3,6 PLN), zależy wypłata obiecywanych odsetek. Po analizie rynku (na podstawie raportu z lat 2000-2010) można śmiało stwierdzić, że takie inwestycje nie są warte zachodu. Średnia roczna stopa zwrotu z 355 przebadanych tego typu produktów wyniosła 3,31% i była o 1% niższa od średniej stopy zwrotu zwykłych lokat bankowych. W przypadku lokaty bankowej znamy z góry kwotę zysku, zatem dodatkowo możemy wybrać najlepszą ofertę, zamiast liczyć na przeciętną, a w przypadku lokat strukturyzowanych nie mamy takiej możliwości, o ile nie potrafimy wróżyć z kuli.

Polisolokaty , to nowy wymysł branży bankowo-ubezpieczeniowej. Pod płaszczykiem polisy na życie i dożycie buduje się produkt pseudo lokaty umożliwiającej ominięcie podatku od zysków kapitałowych (podatku Belki – przygotowane zmiany prawne od 2014 roku nie pozwalają na ominięcie podatku). Niestety produkt taki raczej rzadko oferuje oprocentowanie wyższe od najlepszych aktualnie lokat bankowych, a ponadto nie jest objęty gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Jest to zatem wątpliwa oferta (wyższe ryzyko bez zauważalnego wzrostu oprocentowania).

Rok 2012 był okresem wzmożonych kampanii reklamowych, gdzie przeciętnym ludziom oferuje się wizję świetlanej przyszłości dzięki zyskom otrzymywanym z rynku Forex. Jest to platforma inwestycyjna, na której można handlować w sposób wirtualny walutami, złotem, ropą, zbożami itp. Cechą charakterystyczną jest tzw. dźwignia finansowa, która pozwala zwielokrotniać zarówno zyski jak i straty. Prostym przykładem może być zakup za złotówki 1000 dolarów z dźwignią 100. W praktyce mamy na swoim koncie 100 000 dolarów, co oznacza, że wzrost kursu dolara wobec złotówki o 1% pozwala nam podwoić zainwestowany kapitał. Niestety przy spadku kursu dolara o 1% tracimy cały wpłacony na konto kapitał! Forex jest rynkiem tylko dla wytrawnych graczy, którzy dysponują wiedzą i sporą dawką czasu na wykonywanie wielu krótkoterminowych operacji. Raport Komisji Nadzoru Finansowego z 2012 roku stwierdza, że zamiast zarabiać, aż 82% inwestorów w długim czasie traci na tym rynku. Trudno więc polecać tego typu gruszki na wierzbie, o jakich mowa w reklamach telewizyjnych i internetowych. Jeśli jednak ktoś zdecyduje się znaleźć wśród tych 18% zarabiających na Forex, to warto podejść do tego poważnie, najpierw inwestując w swoją wiedzę (książki, kursy, konta demonstracyjne), a następnie dysponując czasem, przystąpić do zyskownej działalności już jako świadomy inwestor.

Pożyczki społecznościowe – ciekawa, lecz wymagająca sporo zachodu, forma oszczędzania. Dzięki serwisom internetowym pośredniczącym w udzielaniu pożyczek mamy możliwość wspólnego zainwestowania wraz z grupą innych ludzi w dowolną pożyczkę wystawioną na aukcję dzięki wykupywaniu dowolnej liczby pakietów o wartości np. 50 PLN każdy. Są te jednak inwestycje małokwotowe, choć z drugiej strony można dokonać szerokiej dywersyfikacji. Jednak prowadzi to do potrzeby zarządzania dużą liczbą inwestycji, nadzorowania terminowych spłacalności. Często traci się sporo nerwów, gdy pożyczkobiorca przestaje spłacać raty i inwestycja trafia do windykacji. Samo wchodzenie w każdą aukcję wymaga sporo czasu i już przy kwocie 10 000 PLN jest to bardzo uciążliwe, a nie gwarantuje w długim czasie stopy zwrotu jakoś specjalnie przekraczającej możliwości inwestowania w obligacje korporacyjne. Wyjątek stanowi opcja, z której sami korzystamy, a mianowicie pożyczki społecznościowe z gwarancją odzyskania kapitału w razie trafienia na pechowego pożyczkobiorcę bez dodatkowych kosztów. Ofertę taką za naszym pośrednictwem udostępnia spółka Nobiles2.

Inwestycja w diamenty – to kategoria inwestycji, która może być traktowana wyłącznie na poziomie zabezpieczenia przed inflacją, zawsze tak było i nie dajcie się omamić informacjami, jakoby dało się na tym zarobić kilkadziesiąt procent rocznie!

Trójca produktów drenujących kieszenie wszelkimi możliwymi prowizjami, to wieloletnie programy stałego oszczędzania zwykle połączone z polisą na życie (wielkich międzynarodowych koncernów) typu III Filar oraz wymyślone przez nasze władze „ułatwienia” w oszczędzaniu na prywatną emeryturę, czyli IKE oraz IKZE. To najczęstsze źródło dochodu licznych akwizytorów działających w branży finansowej, zrobią wszystko, aby zdobyć prowizję od nowego (naiwnego) klienta. Warunki w tego typu ofertach są często bardzo niekorzystne dla inwestora. Nie polecam tego nikomu prócz tych, którzy nie potrafią samodzielnie mobilizować się do stałego powiększania swoich oszczędności. To ma sens tylko dla ludzi, którzy muszą czuć bat nad ich głowami wymuszający comiesięczne wpłaty. Ale jest to typ ludzi, którzy raczej nie nazwą się nigdy inwestorami, zwłaszcza świadomymi.

O jeszcze bardziej abstrakcyjnych i niejasnych inwestycjach przeczytać można w artykule:

Kup kawałek hotelu, lewaruj się i bierz 10% zysku